Petardy, Elvis w ogniu, spalona palma i kwiecista Maryja, czyli obchody Las Fallas w Walencji

Petardy, Elvis w ogniu, spalona palma i kwiecista Maryja, czyli obchody Las Fallas w Walencji

Jest taki czas w roku, gdy mieszkańcy Walencji i turyści  budzą się wraz z hukiem petard, by rozpocząć kolejny dzień świętowania, a przed snem zobaczyć jeszcze pokaz fajerwerków ( o ile w ogóle dają radę zasnąć, przy tym całodobowym hałasie). I wcale nie o obchody Nowego Roku tu chodzi, ale o walencyjskie powitanie wiosny – Święto Ognia.

Udało mi się przeżyć Las Fallas dokładnie kilka lata temu (niestety jeszcze bez Yanccoli’ego, a z kolegami erasmusowymi). Postaram się pokazać Wam, o co mniej więcej w tej całej imprezie chodzi i czy warto się pchać w ten dym.

Vamos?

Las Fallas odbywają się zawsze od 15-19 marca, choć przygotowania trwają miesiącami, a oznajmianie nadchodzącego święta wybuchami petard zaczyna się już na miesiąc wcześniej.

Skąd to się wzięło? Początki wiążą się z żegnaniem zimy przez cieśli, którzy na dzień przed obchodami Św. Józefa palili pozostałości ze swoich warsztatów. Z czasem te resztki przeistoczyły się w wielkie kartonowe statuo- karykatury zwane Fallas lub ninots (dziecięce), przybierające czasem naprawdę ciekawe i dziwne formy.

Od 15 marca Walencja zamienia się w muzeum figur na wolnym powietrzu. Każda społeczność – comunidad ustawia na dzielnicy swoją dziecięcą  i wielką Falla, które konkurują później o tytuł najlepszej. Te wielkie dzieła pracy rąk ludzkich czeka niestety przykry los – spłoną przy hałasie petard, fajerwerków i okrzyków 19 marca- w dniu św. Józefa.

Elvis wciąż jeszcze żywy....

Zanim dojdzie jednak do tego kulminacyjnego punktu to całe obchody obfitują w wiele innych rozrywek. Codziennie o 14 odbywają się na Plaza de Ayuntamiento pokazy pirotechniczne - tzw. mascletás. Zastanawia mnie, czy w obecnej sytuacji bezpieczeństwa na świecie, nikt tam nie boi się wybuchów i eksplozji. No przynajmniej te parę lat temu nikt sobie z tego nic nie robił, a wręcz przeciwnie – by się dostać na plac, trzeba było przebić się przez wielki tłum ludzi.

Miało być o kwiecistej Maryi? Proszę bardzo – Hiszpanie wiedzą, co zrobić, by usprawiedliwić fiestę– wystarczy dodać choć mały motyw religijny. No dobra mamy już w sumie tego św. Józefa, ale przy tej okazji, mieszkańcy Walencji oddają tez cześć swojej patronce –Maryi . W tym celu na Plaza de La Virgen obok bazyliki budują wielką konstrukcję z Jej twarzą, która w dniach 17-19 marca będzie wypełniana kwiatami, składanymi w ofierze przez poszczególne społeczności. Towarzyszą temu procesje i pochody z udziałem orkiestry (jest to tzw. ofrenda).

Maryja przed "ubieraniem":

W trakcie ubierania....

..i efekt końcowy

Widzicie te Panie i dziewczynki na zdjęciach, ubrane w tradycyjne stroje? To Falleras - wśród nich także odbywa się konkurs piękności i wybierana jest królowa.

Ogólnie całe miasto bawi się dniem i nocą – corridy, koncerty, festyny, fajerwerki i nieustające wybuchy petard, których nie znoszę. Wszystkie oddziały bomberos, czyli strażaków przez cały ten czas stoją w pełnej gotowości, by wyjechać na pomoc palącej się palmie ( czego doświadczyłam na własne oczy).Wieczorami odbywają się cabalgaty, czyli przemarsze społeczności z muzyką. Całe miasto jest oświetlone i wystrojone jak na karnawał.

A jeśli zgłodniejemy przy tym nadmiarze atrakcji, to z pomocą przyjdą nam liczne stoiska z wszelkimi smakołykami - od orzeszków i lukrowanych owoców na patyku, po churros i chorizos. A na popitkę Sangria, czy Mojito?

"Bagietkę z chorizo, por favor!"

"Może ktoś chętny na churros z czekoladą albo buñuelos?"

"Najlepiej smakuje na swoim podwórku - prawdziwa paella tylko w Walencji"

No i przychodzi w końcu 19 marca i La Crema – dzień spalenia wszystkich Fallas. W celach logistycznych nie pali się ich wszystkich w jednym czasie, a w odpowiednich odstępach (dokładne rozpiski można znaleźć w programie, udostępnianym na stronie Fallas).  Po zmroku najpierw spalane są ninots dziecięce, a dopiero później te wielkie – Falla wybrana jako najlepsza w danym roku palona jest jako ostatnia. Widok takiej palącej się Falla jest naprawdę imponujący- ogień, kłęby czarnego dymu, z którego wynurza się już tylko szkielet figury.

Nasz osiedlowy czarodziej czeka jeszcze na swoją kolej, w tle płonie już ninot:

Niestety moje ówczesne umiejętności i sprzęt ( po trochu też stan trzeźwości :)) nie pozwolił na efektowne zdjęcia płonących fallas, za to udało się coś sfilmować (wybaczcie niezbyt dobrą jakość). Kliknijcie i zobaczcie jak Walencję puszcza się z dymem, a „płonące pośladki” Chodakowskiej nabierają tu nowego znaczenia.

 I co Wy na Las Fallas? Jechalibyście?

Jeśli macie się ochotę wybrać np. za rok, to zaplanujcie podróż dużo wcześniej. Miasto jest zawsze wypełnione po brzegi (my pojechaliśmy na spontana, cudem i przypadkiem zostaliśmy przygarnięci przez kolegę koleżanki, który przyjął nas pomimo pełnego stanu mieszkania i dodatkowych couchsurferów – Gracias Łukasz!).Nie nastawiajcie się też wtedy na wypoczynek, bo gwarantuje Wam, że nie odpoczniecie – z odsypianiem po imprezie też będzie ciężko (no bo jak tu spać, kiedy ciągle te petardy, i orkiestra za oknem?). Na chwilę ukojenia można się wybrać na cudowne, szerokie plaże Walencji.

Mnie się to całe Fallas bardzo podobało, no może tylko poza tymi tłumami na ulicach i petardami. Jeśli zamiast topienia marzanny, wolicie 4-dniowe imprezowanie i palenie kukieł to polecam Wam Las Fallas!

Tutaj znajdziecie wszystko na temat Las Fallas łącznie z programem, a jeśli macie jakieś pytania to piszcie - chętnie odpowiem.

Kto z Was uczestniczył w Las Fallas? Koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 48 = 57

css.php